czwartek, 01 listopad 2018 16:05

Świętość jest dla każdego

Napisał
„Wiara”, „Nadzieja”, „Miłość” – trzy cnoty Boskie, a zarazem tytuły wierszy Miłosza. Przydadzą się do rozmowy na temat świętości, która jest dla każdego, na wyciągnięcie ręki. Kiedy zmarła moja babcia, ja też napisałam wiersz o tym, że świętość to nie tylko strzał w tył głowy, przesłuchania i tortury. Często świętość nie ma nic wspólnego z życiem pierwszych chrześcijan, których rozszarpywały głodne lwy.

Wiara

Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
Listek na wodzie albo kroplę rosy
I wie, że one są – bo są konieczne.
Choćby się oczy zamknęło, marzyło,
Na świecie będzie tylko to, co było,
A liść uniosą dalej wody rzeczne.

Wiara jest także, jeżeli ktoś zrani
Nogę kamieniem i wie, że kamienie
Są po to, żeby nogi nam raniły.
Patrzcie, jak drzewo rzuca długie cienie,
I nasz, i kwiatów cień pada na ziemię:
Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły.

Nadzieja

Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.

Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.

Niektórzy mówią, że nas oko łudzi
I że nic nie ma, tylko się wydaje,
Ale ci właśnie nie mają nadziei.
Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,
Cały świat za nim zaraz być przestaje,
Jakby porwały go ręce złodziei.

Miłość

Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.
Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,
Żeby stanęły w wypełnienia łunie.
To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:
Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.

Nasi święci

Moja babcia miała cichy pogrzeb: mały wiejski cmentarz, kilka łysych brzóz i garstka ludzi, głównie rodzina i kilka starszych pań z sąsiedztwa. Z kazania na Mszy poprzedzającej pogrzeb nie zrozumiałam zbyt wiele, właściwie nic nie zrozumiałam i mogłabym mieć do Boga żal, że po tak monotonnym, trudnym życiu, długiej chorobie i cierpieniu ona odeszła cicho jak ptak. Mogłabym mieć żal, ale go nie mam i nigdy nie miałam. Moja babcia dała mi wiarę, nadzieję i miłość. Nie mówiła zbyt wiele – bardzo w niej to lubiłam, że mówiła tylko, gdy miała coś ważnego do powiedzenia. Wieczorami odmawiałyśmy różaniec, potem długo głaskała mnie po włosach. Była taka delikatna i piękna – choć nie była młoda. Była damą i bardzo kochała mojego dziadka. Gdy on odszedł, babcia się rozchorowała, chyba chciała do niego dołączyć, i dołączyła bardzo szybko. Kiedy o niej myślę, mam w sercu pokój, ten sam, który czułam, gdy zostawałam u dziadków na wakacje lub ferie. Bo jeśli odeszła jak ptak, to był to biały gołąb, który poleciał prosto do nieba. I nie potrzeba wielkich słów, starożytnych płaczek i lamentów. Nie trzeba znanych z amerykańskich filmów długich, poruszających przemówień nad trumną. Ona żyje, nie tyle wierzę, co wiem. To samo usłyszałam z ust ojca, który niedawno pochował swojego nienarodzonego syna – on żyje, nie tyle wierzę, co wiem…

Pełni cnót

Zaczęłam od wierszy, bo choć mówią o wierze, nadziei i miłości, są wolne od patosu. Podobnie jest ze świętością. Ona jest rzeczywiście dla każdego, jest ogólnodostępna i na wyciągnięcie ręki. Ale nie bój się, jak głosi jedna z wielkopostnych piosenek – „nie musisz ginąć już dziś, lecz ukrzyżować swe serce”. Przyjąć to, na co nie masz wpływu i działać tam, gdzie możesz coś zmienić. Słowo „miłość” nagminnie nadużywane traci dla nas sens, ale miłość to Jezus. On sam pouczał, żeby nie skupiać się na prawie dla prawa. Tego też uczą nas święci. Żaden z nich, nawet żaden z doktorów Kościoła, filozof, teolog – a znamy takich świętych, nikt nie dał nam przepisu na świętość. Przepis na świętość jest jeden i dał go nam Bóg. Tym przepisem, w którym wszystko zostało opisane – co zrobić, żeby zostać świętym, jest Słowo Boże. I prawo miłości, które jest w nim zawarte, nie jest trudne, nie jest nie do wypełnienia. Jezus nie przyszedł do konkretnej grupy ludzi, nie przyszedł wyłącznie do inteligencji ani do robotników. Jezus leczył bogatych i biednych, a w Liście do Galatów czytamy, że nie ma już Żyda ani Greka, mężczyzny ani kobiety, bo wszyscy stanowią jedno w Jezusie Chrystusie.

Poszukujący

Naturalnym pragnieniem człowieka jest odkryć nieznane. Nikt z nas nie lubi nudy – ona może zniszczyć wszystko, zabrać radość z pracy, doprowadzić do oddalenia w rodzinie, zniechęcić do gry na ulubionym niegdyś instrumencie. Świętość nie ma nic wspólnego z nudą. Gdzie Duch Pana jest obecny, tam jest radość, pasja i… niedosyt. Bo im bardziej odkrywamy Boga, tym bardziej chcemy Go znać. Tak wygląda niebo – jest wiecznym odkrywanie Boga, którego nawet tam nie będziemy w stanie odkryć do końca, On zawsze będzie nam zostawiał niedosyt. W niebie nie ma nudy. Jak to myślenie może przewrócić nam pojmowanie przyjemności. Przecież chwilowe radości, których doświadczamy i którymi się w jakimś sensie „żywimy”, są niczym wobec wiecznej radości poznawania Boga. Bóg nie jest nudny. Popatrzmy na to jak działał w życiu św. Pawła Apostoła. To istne szaleństwo! Dzieje Apostolskie są lepsze niż najlepsza powieść przygodowa. Bóg trzęsie ziemią, żeby uczniowie mogli opuścić więzienie. Bóg wciąż działa cuda, cuda są u Boga bardzo powszechne. Bóg nie jest nudny i nigdy się nudzi. On wciąż działa, cały czas. A tam, gdzie przychodzi, dzieje się rewolucja. Duch Święty robi porządki. Sprząta nasze serca, sprząta w naszych rodzinach, miejscach pracy. Czyni stare życie nowym życiem, nadaje wszystkiemu nowy sens.

Nieidealni

Świętość to nie perfekcjonizm. Święty to nie ktoś doskonalszy, ktoś, kto piękniej lub dłużej się modli, to nie ktoś, kto nie popełnia błędów – takich świętych nie ma. Dlaczego? Bo nie ma takich ludzi… Przecież każdy z nas popełnia błędy! Nawet uczniowie, którzy byli tak blisko Jezusa, że mogli go dotknąć, Jan leżał na jego piersi, razem jedli, spędzali ze sobą mnóstwo czasu. I cóż z tego? Gdy przyszło prześladowanie, uczniowie się rozpierzchli, zostały tylko kobiety (wierne wbrew logice, ale w zgodzie z sercem) i ten najmłodszy wierny uczeń. Świętość jest fascynująca. Jest jak rozstępujące się morze, jak trzęsienie ziemi, jak wytryskujące ze skały źródło. Świętość jest szalona. I ludzi gotowych zwariować z miłości potrzeba Bogu. Bo czyż Bóg nie żądał rzeczy szalonych? Abrahamowi rozkazał złożyć w ofierze ukochanego syna, powiedział Maryi, że urodzi dziecię, choć nie zna męża, a nam karze wierzyć w to, że zmartwychwstaniemy! Przecież to istne szaleństwo! Tak, to szaleństwo, i właśnie takich ludzi potrzeba Bogu. Niewynoszących się ze swoim perfekcjonizmem, nieudających, że są lepsi, bo mają lepszy samochód, bo dzieci uczą się w Warszawie i w drugą stronę, nieukrywających się przed ludzkim wzrokiem, bo nie stać ich na nowe spodnie, a stare są coraz bardziej przetarte. Nie jest ważne, ile masz pieniędzy, ważne, czy jesteś w stanie być szalony, w swoim domu – zapraszając dzieci do różańca, w swojej pracy – robiąc znak krzyża przed jedzeniem, na ulicy – stając przed przydrożnym krzyżem na chwilę modlitwy. „Okazałeś się wierny w rzeczach małych, postawię cię nad wielkimi” mówił Bóg, a przecież On się nie myli, i nie zmienia zdania.

Święci przyjaciele

Uroczystość Wszystkich Świętych jest świętem nas wszystkich, jest świętem mojej babci, jest świętem moich najbliższych wstawienników, tych, z którymi jestem w relacji, z którymi rozmawiam, których proszę o pomoc. Jest świętem św. o Pio i św. Faustyny, św. Jana Pawła II, św. Miriam Arabki i Tereski od Dzieciątka Jezus – to moi ulubieni święci, a jacy są twoi ulubieni święci? Warto takich mieć, bo źle jest człowiekowi, kiedy jest sam. Mało tego, najprościej wspinać się na szczyt po śladach tych, którzy już weszli. Wierzę w świętych obcowanie, mam ku temu powody, bo o. Pio nieraz już zawrócił mnie ze złej drogi, słowem zasłyszanego gdzieś „przypadkiem” pouczenia, a Faustyna pomaga mi wybierać. Świętych nazywamy specjalistami w konkretnych dziedzinach. O Teresce od Dzieciątka Jezus mówi się jako o specjalistce od misji (choć nigdy nie była na misjach). Zawsze pragnęła być misjonarką, choć, jak wiemy, żyła w klasztorze o ścisłej regule. Jej gorąca modlitwa przyczyniła się jednak do powstania nowej gałęzi zakonu – karmelitanek od Dzieciątka Jezus – misjonarek. Każdy święty był specjalistą w jakiejś dziedzinie i każdy z nas jest w czymś najlepszy. Skoro dzień Wszystkich Świętych jest też naszym świętem, to w ramach świętowania odpowiedzmy sobie na pytanie, w czym (dzięki łasce) jestem dobry, jakie mam zdolności, umiejętności, od czego jestem specjalistą? W jakich sprawach będę mógł pomagać, gdy już… zostanę świętym?

Beata Borkowska
Czytany 121 razy

Dane kontaktowe

Kuria Diecezjalna w Łomży
ul. Sadowa 3
18-400 Łomża

tel: 86/ 216 25 91

kuria@diecezja.lomza.pl

 

 

Projekt i wykonanie

spesmedia.png