poniedziałek, 09 październik 2017 08:46

"Usłyszeć głos młodych" - Rozmowa z Dorotą Andrzejewską po spotkaniu w Rzymie

Napisał
 Kościół przygotowuje się do przyszłorocznego zgromadzenia synodu biskupów o młodzieży. W dniach od 11 do 15 września br. w Rzymie odbyło się Międzynarodowe Seminarium nt. „Kondycji młodych w Kościele”. Spotkanie zgromadziło biskupów, ekspertów, animatorów i młodzież z całego świata. Polską młodzież podczas tego spotkania reprezentowała Dorota Andrzejewska, animatorka Ruchu Światło-Życie, z którą po powrocie z Rzymu rozmawiała Joanna Ekstowicz.

Jak to się stało, że ty, animatorka Ruchu Światło-Życie Diecezji Łomżyńskiej, znalazłaś się w Rzymie?

– Sama do końca nie wiem, jak tam się znalazłam. Trochę przez oazę – informacja przyszła do nas do diecezji, że potrzeba takiej osoby, która będzie reprezentować naszą młodzież, więc z racji tego, że ks. Dariusz Niewiński, moderator diecezjalny ruchu, jest też duszpasterzem młodzieży, zadzwonił do mnie. I tak trafiłam do Rzymu. Co ciekawe, to większość z tych osób młodych, które na tym spotkaniu były, trafiły tam właściwie nieprzygotowane. Było nas 20 osób i, pomijając kilka wyjątków, np. mnie, to większość osób była w trakcie spotkania w kwietniu, które podsumowywało Światowe Dni Młodzieży w Krakowie, a później przygotowywało do spotkania w Panamie. I oni byli bardzo zaskoczeni, gdy w czerwcu dostali e-maila z zaproszeniem „Znowu przyjedź do Rzymu”. Dla osób z Europy nie było to może takie dziwne, ale była tam osoba z Australii, dla której być w Rzymie podczas 2 miesięcy dwa razy i to jeszcze w Watykanie, to bardzo ciekawe doświadczenie.

Ile osób brało udział w tym seminarium, bo jak rozumiem, młodzież była tylko jedną z grup?

– Tak, zgadza się, ogólnie było ok. 100 osób i pierwotnie było założenie takie, że będzie to spotkanie dla różnych ekspertów, profesorów z różnych dziedzin, które dotyczą życia młodych, księży i sióstr zakonnych…

Ale bez młodych?

– Tak, i wtedy ktoś stwierdził, że skoro ma to być synod o młodzieży, to wypadałoby, żeby ta młodzież tam się zjawiła, I tak te 20 osób, z różnych stron świata, większość z Europy, ale też z Ameryki Łacińskiej, Afryki, Azji, czy Australii, pojawiło się, by dać ten głos młodzieży. Co ciekawe, dla mnie takim standardem, jeśli mam w głowie słowo „ludzie młodzi”, to jest wiek liceum, studia, później zakładamy rodziny, więc już nie myślimy raczej o młodzieży…

To już starsza młodzież….

– Tak, młodzi dorośli. Tutaj natomiast te widełki, których dotyczyć będzie synod, to wiek 16-30. I ja, mając 23 lata, byłam tam najmłodszą osobą, co też było bardzo ciekawym doświadczeniem.

Jak wyglądały wasze spotkania? Jak wyglądało to międzynarodowe seminarium?

– Zasadniczo mieliśmy w ciągu dnia 2 sesje. Każda z nich zaczynała się wprowadzeniem biblijnym w dany temat, bo każda z sesji miała określony punkt, temat, który łączył wszystkie te elementy. To były: tożsamość, praca, emigracja, technologie, kwestie związane z wiarą, zaangażowanie społeczne, polityczne. Chodziło o to, by dotykać problemów nie tylko młodych osób, będących w Kościele, lecz także tych, które są poza Kościołem i możemy je przez jakieś działania przyciągnąć do Boga. Sesja tematyczna składała się z wprowadzenia biblijnego, dwóch wykładów ekspertów międzynarodowych, zazwyczaj profesorów socjologów, psychologów, teologów. Oni te tematy przybliżali. Później odbywała się krótka dyskusja na forum całego seminarium, 100 osób, a następnie dzieliliśmy się na grupy. Te grupy były stałe, językowe: włoskojęzyczne, francusko-, hiszpańsko- i anglojęzyczne. Grupy składały się mniej więcej z 10 osób, zarówno z profesorów, jak i z młodzieży, dlatego to było interesujące doświadczenie, że można było ze sobą porozmawiać międzypokoleniowo. Po każdej sesji była 1,5-godzinna dyskusja na temat tego, co my sądzimy, jakie są doświadczenia w naszych krajach, co Kościół powinien odpowiedzieć w związku z tą omawianą kwestią. Później była przerwa i drugi blok. I tak przez pięć dni.

To była dość intensywna praca. Czy mieliście czas choćby na zwiedzanie Rzymu?

– Niestety nie. Całe seminarium kończyło się w piątek koło południa, więc był to jedyny czas na zwiedzanie. Rano udało się nam dostać do Bazyliki św. Piotra, żeby uczestniczyć we Mszy św. Zajęcia podczas seminarium były tak intensywne, że kiedy kończyły się wieczorem, to nie było siły na wyjście i zwiedzanie.

A czy podczas tego seminarium było coś, co cię zaskoczyło?

– Na pewno otwartość na siebie nawzajem. Profesorów i ekspertów bardzo interesowała nasza opinia. Chcieli usłyszeć, co my mamy na dany temat do powiedzenia. Moja grupa składał się z salezjanina z Indii, profesora austriackiego, który pracuje w Rzymie, argentyńskiego księdza, który również pracuje w Watykanie, profesora z seminarium jezuickiego z Kongo, a więc z osób bardzo wykształconych, które dobrze znają się na tych tematach i kiedy ktoś z nas, tych młodych osób, za bardzo się nie odzywał, to oni wręcz namawiali, by podzielić się tym, jak to wygląda w naszym kraju. Zdecydowanie nie dało się siedzieć cicho, nawet, gdybym chciała. Jedna z rzeczy, które najbardziej wybrzmiały w czasie tego spotkania, to było to, żeby słuchać młodzieży, żeby nie było podejścia: jesteśmy Kościołem, przyjdźcie do nas, wtedy my coś wam powiemy, tylko: my chcemy do was wyjść, my chcemy was słuchać, tam, gdzie wy jesteście i dopiero, gdy się poznamy, gdy się dowiecie, że jesteśmy „normalni”, to dopiero będziemy mówić wam o Bogu. Przede wszystkim słuchanie i autentyczność.

Jesteś zaangażowana od wielu lat w Ruch Światło-Życie, jesteś animatorką, masz na swojej piersi krzyż animatorski. To znak animatora, który skończył pewien etap formacji w Ruchu Światło-Życie. Czy przydała ci się ta wiedza i doświadczenie animatora?

– Zdecydowanie tak, bo mówiliśmy na tematy, związane z młodzieżą, może niekoniecznie bardzo religijne. Będąc na oazie i pracując tam z młodzieżą, dotyka się sfer czysto ludzkich. Doświadczenie tego, jak możemy pracować z młodymi ludźmi, jak do nich podchodzić, jak możemy do nich wychodzić i nawiązywać relacje i budować zaufanie, dla mnie było bardzo potrzebne i niezbędne. Przede wszystkim tu, w tym ruchu, w Oazie, ja dostałam swoją wiarę i mogłam ją tam wykorzystywać, nawet podczas prowadzenia modlitw, bo coś takiego w naszej grupie też się zdarzało. To też było bardzo ciekawym doświadczeniem – prowadzenie modlitwy po angielsku…

Nie zdarzało ci się to do tej pory?

– Nie, to był mój pierwszy raz, tak samo śpiewanie po angielsku psalmu na Mszy św. To było takie drobne doświadczenie, ale miłe, pokazujące, że tutaj, w oazie, mamy porządną formacje. Jestem przyzwyczajona, że jak mamy wspólną Eucharystię, to nie ma problemu, żeby był ministrant, żeby ktoś przeczytał czytanie, zaśpiewał psalm, bo to jest dla nas naturalne, że chcemy zadbać o naszą wspólną liturgię. Natomiast to było dla mnie takim szokiem, że może nikt nie chce, nie umie. Wiele osób pytało o mój krzyż animatorki. I próbowałam wytłumaczyć, o co chodzi, opowiadałam o tym, czym zajmuje się nasz ruch, to widziałam, że oni byli w szoku, że to jest takie pełne, że właściwie co by nie wymyślić, to wszystko tam jest.

Mieliście okazję dzielić się swoimi doświadczeniami w gronie młodych. Czy młodzież polska różni się od tej z innych krajów Europy czy świata?

– Wydaje mi się, że nam się jednak jeszcze trochę chce. Może jest to kwestia tego, że wszystkie trendy społeczne idą do nas z jakimś opóźnieniem. I u nas w Kościele jest jeszcze dużo osób. Podczas ostatniej sesji seminarium mieliśmy tylko czas dla nas, dla młodych, żeby każdy mógł wyjść, powiedzieć coś o swoim kraju, o doświadczeniu pracy z młodzieżą. Podzieliliśmy się na, powiedzmy, rejony geograficzne, więc ja z Ukrainką, kiedy omawiałyśmy kwestie Europy Wschodniej, to mówiłyśmy, że możemy być szczęśliwi, bo mamy jeszcze osoby w kościele, kościoły są pełne, na Mszach św. jest zawsze dużo ludzi, ale brakuje takiej zwykłej relacji. Takiej, że to nie jest tradycja, że ja idę do kościoła, bo tak mi mówiła mama, tak mi mówiła babcia, tylko mam faktycznie żywą relację z Bogiem i to jest coś, czego może zaczyna brakować, ale jest jeszcze potencjał, są ludzie, którzy chcą się spotykać, chcą coś robić, razem przebywać, spędzać razem czas. I wydaje mi się, że to jest to, co powinniśmy wykorzystać, bo w wielu krajach jest tak, że tych młodych już nie ma i trzeba ich szukać, a my mamy ich jeszcze na wyciągnięcie ręki. Nie jest u nas jeszcze tak źle, ale wydaje mi się, że może być źle, więc to jest takie wyzwanie dla polskiego Kościoła, żeby przeciwdziałać takiej sytuacji, jaka jest teraz na zachodzie Europy.

A z czym wracasz do Polski po tym seminarium? Masz za sobą jakieś doświadczenia, przemyślenia, co przywiozłaś z tego seminarium dla siebie i dla ruchu, dla młodzieży, nie tylko w diecezji łomżyńskiej, lecz także w Polsce?

– To, o czym mówiłam – słuchanie i autentyczność. To było takie ważne, żeby nie czekać. Wiele razy przez całe to seminarium przewijał się taki cytat ze św. Jana Bosko, że nie wystarczy kochać młodych, aby ich przyciągnąć, tylko trzeba kochać to, co oni kochają. I wydaje mi się, że to powinno być hasłem dla właściwie wszystkich ruchów, stowarzyszeń, czy ośrodków, które pracują z młodzieżą, żeby nie czekać na nich, tylko wychodzić tam, gdzie oni są, przyciągać przez różnorakie aktywności – taniec, muzykę, teatr. I później, kiedy ci młodzi nam zaufają i poczują się bezpiecznie, to wtedy dopiero mówić im o Boga, bo takie nachalne „Bóg cię kocha” raczej już nie skutkuje. A z takich może z jednaj strony drobniejszych rzeczy, to całe to seminarium było bardzo intensywne. Każdy był zmęczony i kiedy w środę zebraliśmy się, w gronie młodych osób, żeby przedyskutować i nagrać nasze krótkie wypowiedzi, aby później złożyć je w film – w którym chcieliśmy powiedzieć: „jeśli masz minutę do powiedzenia czegoś do ojców synodu, to co byś im powiedział” – to całe to ustalanie rzeczy, które chcieliśmy zrobić, było bardzo napięte. Może nie było kłótni, ale było ogromne napięcie, które bardzo mocno dawało się odczuć i to powodowało ogromną trudność. Następnego dnia, kiedy wieczorem poszliśmy na spacer po mieście, popatrzeć, odpocząć, to jedna z osób, która był w Krakowie na Światowych Dniach Młodzieży, powiedziała, że jest w Polsce taki taniec „belgijka”, i może pokazałabym im, jak ją tańczyć.

Taniec, który jest na oazach powszechnie bardzo znany, tak iż czasami już nie chce się go tańczyć, dla nich był czymś nowym. Zaczęliśmy go tańczyć na placu w Rzymie, dołączyły do nas kolejne osoby, turyści i to nam dało takiego „luzu”. A przecież to jest coś, co my na oazach robimy zawsze jako wieczór pogodny. Moment, gdzie po całym intensywnym dniu modlitwy, pracy nad sobą, dyskusji, możemy odreagować.

I faktycznie, kiedy następnego dnia wróciliśmy do przygotowania prezentacji, nie było żadnego problemu, żeby coś ustalić. A nawet rzeczy wcześniej nieustalone nie były źródłem zdenerwowania, nie było napięcia, że coś nie wyjdzie. Wystarczył ten jeden wieczór, kiedy mogliśmy odreagować i było inne podejście. I dla mnie, i dla oazy, i dla, myślę, innych ruchów i jakichkolwiek spotkań, gdzie są młode osoby, to powinno być istotne, że nie tylko modlitwa, nie tylko medytacja, praca nad sobą, ale ten moment odprężenia, zabawy, bo to jest mega istotne.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

 
Czytany 114 razy

Dane kontaktowe

Kuria Diecezjalna w Łomży
ul. Sadowa 3
18-400 Łomża

tel: 86 473 46 11
fax 86 473 46 31

kuria@diecezja.lomza.pl

 

 

Projekt i wykonanie

spesmedia.png