ks. Jan Krupka

sobota, 10 sierpień 2019 10:45

10 sierpnia 2019

ŚWIĘTO ŚW. WAWRZYŃCA, DIAKONA I MĘCZENNIKA


J 12,24-26

Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.
A kto by chciał mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli kto Mi służy, uczci go mój Ojciec”.


     „Jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity.”
Takie są prawa biologii. Jeśli ziarno ma zaowocować, jeśli ma przynieść plon, jeśli więc ma spełnić swoje zasadnicze zadanie: musi „obumrzeć”, musi ulec „zniszczeniu”, bo oddaje nagromadzone w sobie substancje po to, by nowa roślina mogła żyć, mogła rosnąć, a w przyszłości – wydać owoc. Można by założyć sobie taką sytuację, że nowa roślina nie otrzyma tego, co w ziarnie zostało nagromadzone – i nie rozwinie się. Ale wtedy ziarno to nie spełniłoby swego zadania, bo nie dałoby owocu. Chrystus Pan chce, byśmy także i do swego życia odnieśli te słowa i to porównanie do ziarna. To, czy my w życiu przynosimy i będziemy przynosić owoc – zależy także od tego, na ile potrafimy dawać, dawać z siebie, dzielić się tym, co mamy: naszymi środkami materialnymi, naszym czasem, naszymi talentami i zdolnościami, naszym sercem... Można tego wszystkiego zazdrośnie strzec, chować tylko dla siebie... ale wtedy owoc będzie o wiele słabszy, mniejszy albo nie będzie go wcale. W ostatecznym rozrachunku okazuje się, że dzielenie się z innymi czyni innych – i nas samych – bogatszymi, bo w ten sposób przynosimy owoc, o którym mówi nam Jezus. Pomyśl, co te słowa dla ciebie znaczą: „(...) jeśli obumrze, przynosi plon obfity”.
środa, 07 sierpień 2019 11:36

9 sierpnia 2019

ŚWIĘTO ŚW. TERESY BENEDYKTY OD KRZYŻA, DZIEWICY I MĘCZENNICY


Mt 25,1-13

Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść:
«Królestwo niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie oblubieńca. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięty lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się oblubieniec opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły.
Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie”. Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy.
A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”.
Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”. Gdy one szły kupić, nadszedł oblubieniec. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną i drzwi zamknięto.
W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam”.
Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę powiadam wam, nie znam was”. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny».


     „Królestwo Niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien...”
Ciekawy obraz z przypowieści, który Jezus nam przekazuje, obraz chyba dobrze nam znany. Dziesięć panien z lampami, które miały za zadanie uroczyście przywitać pana młodego, kiedy ten przybywał na ucztę. Część z tych panien przygotowała się na tę ewentualność, że pan młody może się opóźnić, że trzeba będzie czekać dłużej (miały w tym celu zapasową oliwę, by ich lampy nie zgasły). Pozostałe nie były na tyle roztropne. I okazało się, że właśnie te przygotowane na czekanie, będące gotowe na każdy moment, by powitać przybywającego pana młodego, mogły potem uczestniczyć w radości uczty weselnej. Poprzez słowa tej przypowieści Jezus nas wzywa do takiej postawy gotowości, postawy czuwania na Jego przybycie do nas; oczekiwania na godzinę naszego spotkania z Nim, Sędzią żywych i umarłych. Nie znamy czasu, godziny tego spotkania z Nim, nie wiemy, kiedy ono nastąpi. Dlatego mamy być zawsze oczekujący z „zapalonym światłem”: a więc z sercem płonącym miłością dla Boga, z wiarą przenikającą naszą codzienność, z nadzieją, że Pan spełni Swe obietnice nam pozostawione. W takiej sytuacji będziemy naprawdę zawsze gotowi, by stanąć przed naszym Zbawicielem. Przyjmijmy więc Jego wezwanie do czuwania: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny”.
środa, 07 sierpień 2019 11:30

8 sierpnia 2019

CZWARTEK OSIEMNASTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mt 16, 13-23

Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: «Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?»
A oni odpowiedzieli: «Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków».
Jezus zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?»
Odpowiedział Szymon Piotr: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego».
Na to Jezus mu rzekł: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam Ty jesteś Piotr – Opoka i na tej opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie».
Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem.
Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty «Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie».
Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: «Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie».


     „(...) nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.”
Bardzo ostrymi słowami zostaje skrytykowany Szymon Piotr, który dopiero co usłyszał z ust Jezusa piękną pochwałę-błogosławieństwo, kiedy prawidłowo odpowiedział na pytanie o to, kim jest Jezus. „Nie myślisz o tym, co Boże”. Dlaczego? Bo uważał, że to rzecz niemożliwa, by ich Mistrz i Nauczyciel miał cierpieć i umrzeć na krzyżu. Nie potrafił wniknąć w znaczenie słów wypowiedzianych przez Jezusa – i w znaczenie tego, co miało w niedługim czasie mieć miejsce w Jerozolimie, a co miało służyć odkupieniu całego rodzaju ludzkiego. „Nie myślisz o tym, co Boże” – może i do nas powiedziałby dziś Chrystus te słowa. Pomyślmy, czy tak by nie było. Zastanówmy się, czy często rzeczywiście myślimy w swoim życiu o tym, co „Boże”. Czy w swoim codziennym życiu mamy czas na modlitwę, czy mamy czas na czytanie słowa Bożego, czy jesteśmy systematycznie na niedzielnej Mszy św., w której powinniśmy też z uwagą uczestniczyć (słuchając czytań i homilii, śpiewając i modląc się ze wszystkimi); czy korzystamy z Bożych darów, jakimi są sakramenty św. – szczególnie przez częstą spowiedź i Komunię św.? A może myślimy tylko o tym, co „ludzkie”: zajmując się swoimi sprawami dnia codziennego tak, jakby Bóg nie istniał, nie był naszym Panem i Zbawcą? A więc zadajmy sobie pytanie o nasze myślenie. Czy jest w nim i ile jest w nim „tego, co Boże”?
środa, 07 sierpień 2019 10:57

7 sierpnia 2019

ŚRODA OSIEMNASTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mt 15,21-28

Jezus podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha”. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem.
Na to zbliżyli się do Niego uczniowie i prosili: „Odpraw ją, bo krzyczy za nami”.
Lecz On odpowiedział: „Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela”.
A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: „Panie, dopomóż mi”.
On jednak odparł: „Niedobrze jest brać chleb dzieciom i rzucać psom”.
A ona odrzekła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołu ich panów”.
Wtedy Jezus jej odpowiedział: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz”. Od tej chwili jej córka została uzdrowiona.


     „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz.”
Chrystus Pan bardzo pięknymi słowami wyraża pochwałę wielkiej wiary kobiety kananejskiej. Wiara ta poprowadziła ją do zaufania Jezusowi, a następnie do przyjścia do Niego z prośbą o łaskę zdrowia dla własnej córki. Jej wiara została dostrzeżona przez Chrystusa, który mówi jej o spełnieniu tego, czego pragnie: „niech ci się stanie, jak chcesz”. Kiedy wsłuchujemy się w ten opis, przekazany nam przez św. Mateusza, chciałoby się postawić pytanie o naszą wiarę. Nawet więcej: trzeba, byśmy zapytali się o naszą wiarę. Czy potrafimy z wiarą stanąć przed Panem podczas naszej modlitwy? I to nie tylko wtedy, kiedy nasza modlitwa jest modlitwą prośby. Wiara powinna wyrażać się w każdej naszej modlitwie, w każdym naszym spotkaniu z Bogiem. Ona powinna się wyrażać w naszej modlitwie dziękczynnej, kiedy z wiarą w sercu dziękujemy Bogu za wszelką Jego dobroć nam okazywaną. Ona powinna się wyrażać w naszej modlitwie uwielbienia, kiedy oddajemy hołd Bogu, naszemu Stwórcy i Panu. Wiara nasza powinna być także wyrażona w naszej modlitwie przebłagalnej, kiedy z wiarą w sercu mówimy Bogu, że żałujemy za to, że grzechami obrażaliśmy kochającego nas Boga. „O niewiasto, wielka jest twoja wiara (...)”: tak mówi Jezus do kobity kananejskiej. A co by nam powiedział, patrząc na naszą wiarę? Spróbujmy się zastanowić.
środa, 07 sierpień 2019 10:54

6 sierpnia 2019

ŚWIĘTO PRZEMIENIENIA PAŃSKIEGO


Łk 9,28b-36

Jezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić.
Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe.
A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie.
Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim.
Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: „Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy tamci weszli w obłok.
A z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn wybrany, Jego słuchajcie”. W chwili gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam.
A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmili o tym, co widzieli.


     „To jest Mój Syn wybrany, Jego słuchajcie.”
Dzisiejsze święto Przemienienia Pańskiego prowadzi nas, w pewnym sensie, na wzgórze, byśmy tam, wraz z trzema uczniami mogli ujrzeć Chrystusa przemienionego i raz jeszcze usłyszeć słowa Boga Ojca, które są wyraźną identyfikacją Jezusa: „To jest Mój Syn wybrany, Jego słuchajcie”. Tak, jesteśmy zobowiązani do tego, by słuchać Jezusa, jesteśmy zobowiązani do tego, by słuchać nauki Tego, który do nas mówi słowami Swej Ewangelii. Powinniśmy w naszym życiu codziennym iść za naszym Nauczycielem – Synem Bożym, Jezusem Chrystusem. „Jego słuchajcie”: to wezwanie każe nam raz jeszcze zastanowić się nad tym, czy i jak słuchamy Jezusa w naszym życiu. Nie ulega wątpliwości, że On do nas mówi, kieruje ciągle na nowo Swoje słowa, chce w naszych sercach zasiewać Swoje ziarno. Czyni to podczas każdej Mszy św., w której liturgia słowa jest ważną częścią. Czyni to poprzez teksty Pisma św. Starego i Nowego Testamentu, które powinny być także przedmiotem naszej osobistej lektury. Czyni poprzez nauczanie papieskie i nauczanie poszczególnych pasterzy Kościoła św. Do tego nauczania powinniśmy ciągle sięgać i je poznawać. Pan czyni to także poprzez katechezę szkolną i parafialną, realizowaną w różnych momentach i w różnej formie. Czyni to także poprzez słowa skierowane do nas w ciszy serca na modlitwie. Spróbujmy się zastanowić nad tym, jak słuchamy, jak przyjmujemy to słowo, tę naukę naszego Pana.
środa, 07 sierpień 2019 10:48

5 sierpnia 2019

PONIEDZIAŁEK OSIEMNASTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mt 14,13-21

Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych.
A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce to jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności”.
Lecz Jezus im odpowiedział: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść”.
Odpowiedzieli Mu: „Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”.
On rzekł: „Przynieście mi je tutaj”.
Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.


     „Wy dajcie im jeść.”
W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, jak to właśnie polecenie Pan Jezus kieruje do Swych uczniów, kiedy to oni uważają, że trzeba by rozesłać zgromadzonych do domów, by sami postarali się o zaspokojenie głodu. Uczniowie zapewne świadomi są tego, że nie są w stanie spełnić tego polecenia Jezusa, gdyby mieli liczyć tylko na własne siły i możliwości. Pan jednak dokonuje rozmnożenia chleba i ryb – i wtedy to Jego uczniowie mogą spełnić polecenie Mistrza, bo mają pokarm, którym mogą obdarzać innych, bo mają w swych rękach pokarm, który dał im Jezus. „Wy dajcie im jeść.” Chrystus Pan również w nasze ręce składa różne dary, różne talenty, umiejętności. Jezus i w nasze ręce daje to, czym możemy obdarzać innych. I o tym trzeba nam pamiętać i wciąż sobie o tym przypominać: umieć obdarzać innych, umieć dzielić się tym, co posiadamy z tymi, których spotykamy na drogach życia. Jako uczniowie Pana, jako członkowie Kościoła św., jesteśmy przez Chrystusa wezwani do tego, by okazywać konkretną miłość naszym bliźnim. Jesteśmy wezwani do tego, by swą wiarę ukazywać w czynie dnia codziennego. Zastanówmy się nad tym, jak możemy odpowiedzieć na wezwanie Chrystusa skierowane do każdego z nas, by okazywać serce, by dzielić się z bliźnimi, by „dawać” tym, których spotykamy w życiu codziennym.
poniedziałek, 05 sierpień 2019 11:25

4 sierpnia 2019

OSIEMNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA


Łk 12, 13-21

Ktoś z tłumu powiedział do Jezusa: „Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem”.
Lecz On mu odpowiedział: „Człowieku, któż Mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami?”.
Powiedział też do nich: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia”.
I powiedział im przypowieść:
„Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: «Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów». I rzekł: «Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę wszystko zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj»”.
Lecz Bóg rzekł do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?”.
Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem.


     „Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem.”
W ten sposób kończy się przypowieść Jezusa, która wzywa nas właśnie do tego, byśmy byli „bogaci przed Bogiem”. Jaka droga ku temu prowadzi? Przeciwna do tej, o której mówi pierwsza część tego zdania, w której zostaje poddany krytyce ten, kto „gromadzi dla siebie”, tylko dla siebie, myśląc tylko o sobie... Zbawiciel nas wzywa do tego, byśmy jednak nie tylko troszczyli się o siebie, swoje sprawy i potrzeby. Postawa ucznia Chrystusa to postawa kogoś kto jest otwarty na innych ludzi, na ich potrzeby i trudności. Taka otwartość prowadzi do tego, by przychodzić z pomocą, by okazywać serce – według własnych możliwości tak, by rzeczywiście okazać postawę miłości temu, kto jest potrzebie. Bardzo często chodzi także o konkretną pomoc materialną, mierzoną konkretną sumą pieniężną lub wartością rzeczowego daru (coś do jedzenia, lekarstwa, odzież...). Jednak niejednokrotnie może to być dobre słowo, uśmiech, czas, którym się podzielimy z drugim człowiekiem poprzez spotkanie, rozmowę, konkretną pracę wykonaną w sposób bezinteresowny... Jakże różne sposoby czynienia dobra są w zasięgu naszych możliwości! Tak, w zasięgu naszych możliwości, a więc nie możemy się wzbraniać przed tym, by to dobro czynić. Dążmy do tego, by naprawdę być „bogaci przed Bogiem”!
niedziela, 04 sierpień 2019 21:05

3 sierpnia 2019

SOBOTA SIEDEMNASTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mt 14,1-12

W owym czasie doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie. I rzekł do swych dworzan: „To Jan Chrzciciel. On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim”.
Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wrzucić do więzienia. Powodem była Herodiada, żona brata jego Filipa, Jan bowiem upominał go: „Nie wolno ci jej trzymać”. Chętnie też byłby go zgładził, bał się jednak ludu, ponieważ miano go za proroka.
Otóż kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady wobec gości i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona, przedtem już podmówiona przez swą matkę, powiedziała: „Daj mi tu na misie głowę Jana Chrzciciela”. Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać. Posłał więc kata i kazał ściąć Jana w więzieniu. Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczęciu, a ono zaniosło ją swojej matce.
Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je; potem poszli i donieśli o tym Jezusowi.


     „Jan bowiem upominał go: Nie wolno ci jej trzymać.”
Dzisiejsza liturgia słowa przypomina nam postać św. Jana Chrzciciela, poprzednika Jezusa – tego, który przed wiekami nauczając nad Jordanem wzywał do prostowania dróg dla przychodzącego Mesjasza. Tenże Jan skierował również ostre słowa upomnienia pod adresem Heroda Antypasa, upominając go w związku z tym, że żył on razem z Herodiadą, żoną własnego brata. Jakże wielkiej trzeba było odwagi, by upomnieć władcę. Jakże wielkiej trzeba było odwagi, by nie przemilczeć złego zachowania tetrarchy – ale z całą jasnością powiedzieć, że tak nie godzi się nikomu postępować, że nawet władca zobowiązany jest przestrzegać Boże prawo, zobowiązany jest do uszanowania świętości związku małżeńskiego. Jan Chrzciciel uczy nas takiej postawy zdecydowania w dawaniu świadectwa o Chrystusie, w dawaniu świadectwa o tym, co prawe, słuszne, sprawiedliwe. Obyśmy tak potrafili być odważnymi obrońcami swej wiary wobec tych, których spotykamy w naszym codziennym życiu. A do tego potrzebna nam też jest Boża pomoc, bo nasze, czysto ludzkie siły, są słabe. Dlatego powinniśmy często się modlić o odwagę wiary, o odwagę świadczenia o wierze, o odwagę głoszenia prawdy zawsze i wszędzie. Niech św. Jan, odważny świadek, wstawia się za nami w tej intencji! Niech wstawia się za każdym z nas!
niedziela, 04 sierpień 2019 15:59

2 sierpnia 2019

PIĄTEK SIEDEMNASTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mt 13,54-58

Jezus, przyszedłszy do swego rodzinnego miasta, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali:
„Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc ma to wszystko?” I powątpiewali o Nim.
A Jezus rzekł do nich: „Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony”. I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa.


     „I powątpiewali o Nim.”
Ziomkowie Jezusa, mieszkańcy Nazaretu, nie potrafili uwierzyć w mesjańską godność Tego, którego znali jako Syna Józefa i Maryi; Tego, którego krewni mieszkali pośród nich; Tego, którego widzieli przez lata Jego dzieciństwa i młodości, Jego dorastania w ich miejscowości. Powątpiewali, nie chcieli przyjąć z wiarą prawdy o Nim. Na tle dzisiejszego tekstu warto postawić sobie pytanie o własną wiarę. Czy wierzymy w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, Zbawiciela świata? Czy z wiarą przyjmujemy prawdę o Jego godności? Czy z wiarą przyjmujemy słowa Jego nauki? Łatwo pada twierdząca odpowiedź na tak postawione pytanie. Jednak nasza pozytywna odpowiedź, nasza wiara musi być ciągle pogłębiana. Wiara, która jest przede wszystkim Bożym darem. Wiara, która się umacnia i owocuje, gdy staramy się współpracować z Bożą łaską. Prośmy więc o Boży dar wiary. Prośmy tak, jak to czynili współcześni Jezusowi, którzy do Niego się zwracali (jak czytamy w Ewangelii): „Wierzę, Panie. Zaradź memu niedowiarstwu!”. Z coraz większą serdecznością prośmy Boga o rozpalenie naszych serc wiarą i miłością dla Boga. Z coraz większym zaangażowaniem wypowiadajmy codziennie nasze wyznanie wiary, każdy akt wiary, każdą naszą modlitwę. Coraz bardziej starajmy się o to, by nasze życie było świadectwem naszej wiary, którą ustami wyznajemy.
czwartek, 01 sierpień 2019 18:30

1 sierpnia 2019

CZWARTEK SIEDEMNASTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO


Mt 13,47-53

Jezus powiedział do tłumów:
„Podobne jest królestwo niebieskie do sieci zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
Zrozumieliście to wszystko?”
Odpowiedzieli Mu: „Tak jest”.
A On rzekł do nich: „Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare”.
Gdy Jezus dokończył tych przypowieści, oddalił się stamtąd.


     „Zrozumieliście to wszystko? Odpowiedzieli Mu: Tak jest.”
Kiedy Chrystus Pan przekazywał Swoją naukę w przypowieściach zapytał tych, którzy Go słuchali o to, czy zrozumieli to, co im chciał powiedzieć. Odpowiedź padła bardzo szybko: Tak jest! Czy jednak naprawdę zrozumieli? Może ta odpowiedź padła bardzo szybko, za szybko... Może nawet nie zastanowili się... Zresztą, kolejne wydarzenia opisane na kartach Ewangelii zdają się nam mówić o tym, że nie zawsze nawet Jego najbliżsi uczniowie potrafili wszystko pojąć i przyjąć z Jego nauczania, że nieraz potrzebny był czas i medytacja nad nauką Pana, że potrzeba im było światła Ducha Świętego, którym zostali obdarzeni – by mogli lepiej poznać prawdę Bożą i odważnie tę prawdę głosić. „Czy zrozumieliście to wszystko?” Może gdyby i nam Jezus to pytanie postawił, to i my od razu odpowiedzielibyśmy twierdząco. Dopiero chwila zastanowienia mówi nam, że i nam potrzebny jest czas medytacji nad Słowem Pana, czas coraz lepszego poznawania tego, czego od nas pragnie Chrystus. I nam potrzebne jest Boże światło, które by nas również prowadziło do prawdy, do całej prawdy. A więc – nie czekajmy, nie zwlekajmy, ale znajdźmy w naszej codzienności czas na słuchanie i poznawanie Chrystusowej nauki. Znajdźmy czas na modlitewną prośbę o światło Ducha Świętego dla nas samych. Znajdźmy taki czas dla siebie.
Strona 1 z 144

Dane kontaktowe

Kuria Diecezjalna w Łomży
ul. Sadowa 3
18-400 Łomża

tel: 86/ 216 25 91

kuria@diecezja.lomza.pl

 

 

Projekt i wykonanie

spesmedia.png